Zupełny pieter
2011-03-10
Zdarzyło się to kiedyś....
Kurów jesień 2008 roku. Był to czas moich licznych autostopowych podróży po naszym pięknym kraju miałem wtedy jakieś dwadzieścia dziewięć lat to były czasy trasa trasa i jeszcze raz trasa życie na podróżniczym haju ach... i tym razem też było podobnie. Pamiętam z samego rańca tuż po małej kawie i pyknięciu kilku kółek z mojej fajki wyrwałem się do mego przyjaciela z Warszawy zarzucając na plecy swój stary plecak. Ledwo wyszedłem przed dom na miejsce skąd łapałem stopa już zatrzymał mi się pojazd którym trafiłem do miejscowości Kurów skąd dalej usiłowałem wydostać się do stolicy prawą ręką zatrzymując pojazdy a lewą kurczowo trzymając kartonową tabliczkę z napisem WARSZAWA. Po upływie jakiś ponad dwudziestu minut zatrzymał mi się zachodni samochód nie ma to tamto ładne cacko coś w rodzaju busa podbiegam więc i gdy opuściła mi się szyba pytam czy zabiorą mnie panowie do Warszawy na co słyszę wsiadaj! Więc chcąc nie chcąc otwieram tylnie drzwi i pakuję się do środka ruszając z zadowoloną miną jak by nigdy nic bo w końcu transport niemal na miejsce. Po jakimś kwadransie podróży przesuwam plecak w lewo by wygodnie sobie usiąść na środku i po tym co dostrzegam przez me ciało przechodzą ciarki. Patrzę i oczom nie wierzę przy prawej nodze jednego z mężczyzn niezbyt zresztą rozmownych widzę pistolet maszynowy. Dyskretnie patrzę na kierowcę który nie mniej zbudowany od swego współtowarzysza podróży posiada takiż sam kawał żelastwa obok swej lewej nogi po czym przełykam ślinę i zerkam czy mają blachy bo może policjanci? Niestety na me nieszczęście nie dostrzegam owych odznak myślę sobie chorobcia mówili że do Pruszkowa jadą a jak to gangsterzy? – tyle lasów po drodze jeszcze trochę a zjadą gdzieś i każą mi tu sobie dołek w piasku kopać brrr......poczułem pot na swych plecach który do dzisiaj nie wiem czy był ze zmęczenia, ciepłego jesiennego dnia czy ze strachu tak czy inaczej miałem wtedy zupełnego pietra. Dumałem co począć, starałem się zachować zimną krew ale ciężko mi to wychodziło. Rozważałem czy nie poprosić coby się zatrzymali i dać nogę ale z drugiej wziąłem inny aspekt pod uwagę jeśli się mylę przepadnie mi wygodny transport do celu mej podróży. W końcu okrężnymi drogami zacząłem wdawać się w dyskusję używając neutralnych tematów i tak po godzinnej podróży wielu wysiłkach będąc w całości zlany potem dowiedziałem się że owi tajemniczy panowie są z grupy antyterrorystycznej o czym raczyli mnie powiadomić ufff.....co za ulga jeszcze trochę a odmawiał bym pacierze pomyślałem sobie uspakajając sam siebie a nie ma co się oszukiwać serce łomotało mi jak szalone. Po takiej historyjce która była dla mnie w miarę łaskawa należy się zastanowić kto tak naprawę ryzykuje na tzw. stopa czy kierowca biorąc nieznajomego czy autostopowicz wsiadając do nieznajomego pojazdu.
Dodaj komentarz