Marek Domagała -przedstawia
2012-02-04
Zapraszamy do zapoznania się z twórczością Marka Domagały, uczestnika pilegrzymek. Marek postanowił zawitać do nas w tym roku, być może wziąć udział w planowanym na jednym z noclegów, koncercie na Zamku w Świeciu???
Amaryllis:
Ewa Domagała - wokal, Marek Domagała – gitara, Henryk Kasperczak - lutnia, teorba, Kacper Stachowiak - perkusja, Łukasz Kulczak – gitara i Szymon Guzowski - gitara basowa.
Marek Domagała w zespole Amaryllis jest autorem większości kompozycji. Współtworzy również wizualną stronę muzyki mając swój udział w realizacji teledysków oraz wizualizacji koncertowych.
To jedno imię (z nieskończonej ilości Jego imion) wymykało mi się najdłużej i najskuteczniej... ale teraz, w najmniej spodziewanym momencie, ukazało mi się z całą mocą i pięknem!
bibułą
lękiem i drżeniem
rzezią słów niewiniątek
palcami łkającymi na klawiaturze z mgły
drążyłem ją w sobie
drążyłem poza
żłobiłem paznokciami
w grafitowym
granitowym OBLICZU
i oto jest
moja grota
organicznie ograniczona pustka
PAN przechodził
pękały granice
jęczały wrzeszczały jaźnie
dziwnie rozciągliwe
syczały wzdłuż i wszerz bytu
ale to nie był PAN
potem nagły brak ziemi pod stopami
brak życia
skulony embrion
pulsujący w oddechu śmierci
upiornie żywy
ale to nie był PAN
potem PŁOMIEŃ
pochłonął amorficzne twarze
groziły błagały żebym nimi był
zdzierałem je gdy płakały
ale to nie był PAN
i niczym już nie mogłem się zasłonić
gdy PAN nadchodził
szmer łagodnego powiewu
wszechmocny szept
***
model wszechświata mieści się w akwarium
***
"Milcz i wyjdź z niego"!
oto cały dialog ze złym
Jedynego Mistrza
który tylko samym spojrzeniem
rozbraja cały zmyślny arsenał cieni
żadnych przymileń
uściśleń
ustalania kompetencji
analizowania intencji
tzw. "krótka piłka"
i zły jest posłuszny
musi
choć bardzo nie lubi musieć
***
punkt widzenia spadającego pocisku. struna łaknąca Dłoni. nigdy nie widzi jak rzeźbi w deszczu własny kształt. zamyka parasol. wymienia powieki na motyle. jest jak puls skroni pod wszystkimi gatunkami szarości. domalowuje im barwny cień. z zazdrości. takie umowne położenie sensu względem dziobu tukana. smak Bytu jak smak pieczarek. przy odpowiednim natężeniu każda smakuje inaczej. teraz ustawia kramik z zabawkami. wyblakłe cienie na znikającej ścianie. stworzony dla Piękna. zawsze coś więcej niż nic. zawsze Ktoś więcej niż on sam. mimowolna kontemplacja krajobrazu. tuż przed. świst UGM-109.
***
gdy uderzy w ciebie Światło.
zamkniesz czy rozwiniesz źrenice? czy wiesz że płoną tylko cienie? znikają matryce powtórzonych błędów? jak chcesz ocalić hologram serca? czy masz odwagę unieść gwiazdy w dłoniach? jesteś gotów żyć widząc Trzech Nieskończonych? jesteś gotów umrzeć by nie widzieć siebie? w ile światów uciekniesz by Mnie nie spotkać? nie niepokoi cię pojęcie nieskończoności zamkniętej?
***
[...] w moim Imieniu chronią się ptaki i pamięć Błękitu. ale nie jestem blue screenem Systemu. nie zgniatam świetlistą stopą digitalnych Fiołków. przeskakuję białe dziury Aksjomatów. ale podziwiam ich sprężyny. pozwalam ci oddychać nawet w głębokim cieniu. ale nie jestem bez zapachowym eliksirem. Buduję niemożliwe i możliwe na Jednej obręczy. ale to nie taniec płytkiej i głębokiej warstwy Formy - nie Jestem pozbawiony gestu. wdycham i wydycham Znaczenie jak twój duch. czy pomyślałeś kiedyś z ilu myśli utkany jest wszechświat z którego wykluwa się czerwona mrówka? ty również nie powstałeś z recyklingu Ważniejszych celów. twoje molekuły mogą Śpiewać. świerszcz na Ramieniu wobec milczącej otchłani [...]
***
chodź i zobacz
fale muszą dopłynąć do jakiegoś brzegu
łaskotanie bosych stóp
lepsze od wyemitowanych wszechświatów
równolegle?
a może raczej oddzielnie?
twoje gwiazdy
skrzą się chłodnym szmaragdem
Ten który trzyma bukiet niezapominajek
nie rozbija grubych szkieł
gdy nie chcesz słyszeć widzieć i czuć
całą wieczność można uciekać
jak pająk
wysnuwać srebrną nić niezliczonych wymiarów
zaplatać warkocze
rozpylać przestrzeń
i być coraz dalej
od Tego, który Jest Najbliżej
pomiędzy myślą a oddechem
***
nie obiecuję landrynek
ale
gdy się poruszysz
i odepchniesz rubinową pustkę która udaje Boga
rozmazane piksele start
przestaną się szczerzyć
i wdzięczyć
niczym tajne bozony
Stephena Hawkinga
które miały być dowodem na nieistnienie Istniejącego
odkryjesz
że
to tylko uciekające rozmycia chwil
dalej już tylko wieczność
lot w kierunku plus nieskończoność
i brak rozmazanych twarzy

***

pływamy w świetle
tylko dlatego, że skrzydła płetwy
oraz inne całki ciała
mamy z cienia
rodzaj pierwiastka z minus nieskończoności
wspinamy się po fotonach
jak po rozżarzonych węglach
obudzeni w środku transu
zwanego rzeeczywistością
imitujemy skok promieni w bok
czy to na wskutek złośliwych akapitów
czy też pauzy generalnej
nie oswoiliśmy gwiazd
nie spętaliśmy ich ramion
nadal jesteśmy ontologicznymi stroboskopami
niektórych to nawet bawi
***
gdyby światłość nie miała imienia
nie miałaby też oblicza
oblicze nie miałoby oczu
a oczy źrenic
to że Jego dłoń jest wystarczajaco niedostępna w jej transcendencji
i niewystarczająco dotykalna w jej immanencji
nie czyni z Niego nieuchwytnej smugi metafizycznej
Jego dłoń była również przebita
proszę nie mylić
swej jaźni z bytem absolutnym
źrenicy ze światłem
miłości z grą jednego w dwa
nicości z nieskończonością
chrześciajństwo to nie sterowniki
do hardwaru ludzkiej duszy
a upadłe anioły nie były i nigdy nie będą
filantropami o melancholijnym usposobieniu
***

trzepot chwil
refleksy ciemnej łzy
wewnątrz słońca
***

z iPoda płynęła rzeka Pavana
gdy anioł buszował w jej włosach Gabriel F.
***

a gdyby podniosła je z ziemi?
[tak jak wpadł na to Sir Isaac N.]
czy wąż byłby stonogą?
a nam odjęto by tylko jedno skrzydło?
[prawdopodobnie trzymając się za ręce wciąż moglibyśmy latać]
osty byłyby równie piękne jak róże?
a rodzenie dzieci byłoby większą rozkoszą niż płodzenie?
i pytanie najważniejsze:
czy Eden byłby bliżej, niż nasze obolałe serce?
***

aniołowie nasłuchują melodii spirali zamkniętych nieskończoności 
ciało ludzkie jest wysublimowanym skafandrem duszy wrzuconej w bardzo przekonujacą lecz ostatecznie pozorną przestrzeń Nieobecności Boga

kwanty to sposób na nieprzedawkowanie rzeczywistości
lub tego, co za nią uchodzi
kwanty dają opowieść
skok? na huśtawce? czy samobójstwo?
dowiesz się tego dzięki kolejnej paczuszce kwantów
dlaczego ludzi bardziej fascynuje odpowiedź na pytanie “jak?”
niż “dlaczego”? - moja pierwsza teoria na ten temat brzmi tak: ludzie wolą odpowiedź, którą sami stworzą (wybiorą z wielkiej zupy kwantowej), niż zwrócą się do Tego, który dał im ten wybór i Jest Cały Odpowiedzią na pytanie “dlaczego?”
hipoteza łaski przy ich pojmowaniu kreatywności jest nie do przyjęcia, nie wiedzą, że ona swą potęgą obejmuje WSZYSTKO - poszukiwania, wybory - tj. odpowiedzi na pytanie “jak?” oraz odpowiedź na pytanie “dlaczego?” - Czy nie widzicie tego, że jedno od drugiego jest zależne? Między jednym a drugim toczy się nieustanny dialog i pojedynek o duszę? Naprawdę tego nie widzicie?
***
Nikt nie dostaje się do nieba bez walki. Nie ma głębokiego pokoju ducha "którego świat dać nie może" bez przyjęcia daru Ducha Świętego. Tylko dusza oczyszczona w ogniu Bożej Miłości może przyjąć Jego dar, a samo oczyszczenie nie jest duchową idyllą, czy pobożną sielanką - często bywa niezwykle intensywnym zmaganiem ze swym grzechem i wszelkimi skłonnościami do złego. Z całą pewnością to nie od Boga pochodzi duch, który kusi współczesnych ludzi (wrażliwych na świat ducha, kochających medytację, "czujących" obecność głębszych wymiarów rzeczywistości) "duchowością" charakteryzującą się postawą nie stawiania oporu. Nigdy, niczemu i nikomu. Tak można uzyskać efekt fałszywego pokoju, który może przekonuje intelekt, ale serca, czy głębi człowieka nie jest w stanie oszukać. Gdzieś w głębi ducha jest to ogromne nienasycenie i wzbierający niepokój, który jest oczywiście, bardziej lub mniej skutecznie tłumiony racjonalnymi argumentami. Po co walczyć ze złem, skoro tak naprawdę jest ono jedynie iluzją wynikającą z lęku? Ten ostatni, z kolei, bierze się z braku wiedzy o naturze wszystkiego? I tak stopniowo dochodzi się do wniosku, że to każdy emocjonalny, czy duchowy dyskomfort w człowieku jest czymś negatywnym, niż wyobrażone "zło z kopytami i rogami". Uważa się, że to właśnie negatywne emocje, które powstają w procesie walki duchowej zaburzają idealną harmonię wszechświata, dlatego należy je całkowicie wyeliminować. Oto misternie skonstruowana przez szatana pułapka dla tych wszystkich, którzy mają się za "oświeconych". Uważając się za elitę, ludzi wprowadzonych w wyższe prawdy duchowe, którzy mieli odwagę porzucić chrześcijańskie bajki (o Bogach-starcach na tronach i czyhających na ludzi diabłach z kopytami) kompletnie nie zdają sobie sprawy, że wkroczyli na bardzo niebezpieczną drogę. Taka postawa może ich skutecznie zablokować na przyjęcie rzeczywistego, Bożego pokoju, bez którego nie można poznać prawdziwego Oblicza Miłości Miłosiernej.
***
Nieskończoność za nieskończone zaufanie. Ta myśl zrosła się z moją świadomością, zrównała z oddechem i zsynchronizowała z biciem serca. Stała się moim mottem, lustrem, wezwaniem, a mimo to jej istota pozostała w pewnym sensie “nietknięta”. Ta myśl jest tylko desygnatem, ale to, co “wyraża” posiada znaczenie jedynie poza słowami. W rzeczywistości napełnia się dopiero jakimkolwiek znaczeniem w doświadczeniu modlitwy kontemplacyjnej. Bo jak niby słowami opisać cudowny “pościg”, “zaplatanie” i “przenikanie się” “dwóch nieskończoności”? “Boskiej przestrzeni wielkości” z “ludzką przestrzenią nicości i małości”? Tam, gdzie pojawia się dużo cudzysłowów to niewątpliwy znak, że czas porzucić słowa. Muszę jednak dodać, że ta Boska Nieskończoność nie rozmywa się w niekreślonej strefie czysto duchowych i metafizycznych epfanii. Boska Nieskończoność ma Imię, Kontekst, Oblicze, swą niepowtarzalną Historię - jej Imię to Jezus Chrystus.
***
To prawda, że Pan Bóg jako Rzeczywistość Pierwsza i Ostateczna jest nieuniknionym celem dla swego stworzenia, ale nie osiągamy Go siłą poza-osobowego prawa, jakąś mocą “Odwiecznej Bezwładności”. On nie jest enigmatycznym, nieskończenie skomplikowanym kodem Miłosierdzia, który zawsze działa tak, że bez względu na naszą wolę, postawę i tak wszystko zostanie nam przebaczone. To nie cukierek nieskończonego szczęścia, którego musimy zjeść (bez względu na to, czy lubimy, czy nie cukierki; czy chcemy zjeść, czy też nie chcemy). Tak, jak nie ma w Nim żadnej formy przymusu, tak też nie ma w Nim “zautomatyzowanych” odruchów. Z każdym człowiekiem, każdą duszą, boską iskrą rzuconą w odmęty natury, bezwzględnie broniącej swych praw, tworzy jedyną, niepowtarzalną opowieść - historię przemieniania obrazu Siebie w Siebie samego. Wschodnia mistyka naturalna próbuje ten cały proces osobowego dialogu stworzenia ze Stwórcą zredukować do ukrytych, tajemnych praw natury, które działają niczym skomplikowana maszyneria. Takie rozumienie nie ma nic wspólnego z pojęciem Bożego Miłosierdzia - wolnym, nieprzymuszonym aktem Stwórcy ofiarującym życie Syna Bożego, Jezusa Chrystusa za swe dzieci, które po prostu zbłądziły. Gdyby Bóg “nie odróżniał” swego stworzenia od Siebie dialog miłości byłby czystą fikcją. Gdyby Bóg nie odróżniał nas od Siebie, nie mielibyśmy szans na zaistnienie. Paradoks polega na tym, że nasza odrębność jest gwarantem naszej niezwykłej godności, ale równocześnie nieustającą świadomością nicości, z której zostaliśmy wyłonieni.
***
W Bożej Miłości piękne jest to, że nie ma w niej żadnej podprogowej, natarczywej sugestii, iż jest ALL THE BEST. Nie potrzebuje żadnej reklamy, jest duszą wszelkiej duszy i wnętrzem wszelkiego wnętrza, nigdy nie przychodzi jako coś obcego, z zewnątrz
***
A najbardziej w Bogu podoba mi się to, że szczęście którym jest On sam ma charakter subtelnego zaproszenia, dyskretnego dialogu, przygody poszukiwania, konfrontowania i doświadczania. Nie ma w Nim rysu wiecznie obrażonego Absolutu, czy ukrytego głęboko wyrzutu do swego stworzenia, że skoro Go nie chce, to "się nie zna" lub "niech się wypcha". Margines tolerancji dla błędu nierozpoznania Go jako jedynego szczęścia wydaje się być nieskończony, tak jak Jego Miłość. Ten margines to Boże Miłosierdzie. Zbawienie duszy jest zalecane, nigdy narzucane! Pragnąć zbawienia to odkryć, że w Miłości Boga nie kryje się nawet najmniejszy cień jakiegokolwiek przymusu. Pragnąć zbawienia to odkryć najbardziej radykalną postać wewnętrznej wolności.
***
Karl Rahner, wybitny teolog i człowiek modlitwy powiedział, że "Chrześcijanie XXI w. albo będą mistykami, albo ich nie będzie wcale". Absurdy, cyrki i jarmarki wiary rodzą się tam, gdzie żywe, intymne i przemieniające doświadczenie REALNEGO BOGA zastępuje się czysto intelektualnym przekonaniem, które z kolei prowadzi do postawy lęku i władzy zabobonu nad tymże intelektem. Wciąż się powtarza, ze żyjemy w czasach ostatecznych, tak też uważam osobiście, rzecz jednak polega na tym, że te czasy charakteryzują się przedefiniowaniem pojęcia RZECZYWISTEGO - Bóg nie mieści się w skali "rzeczywiste" i na tym wiele dla siebie ugrywa głupota, szatan, materializm, ateizm, zabobony itp. Dla mnie mistyka to najlepsze lekarstwo na te czasy, to niejako "urealnienie" Boga w moim życiu. Oczywiście napisałem słowo: "urealnienie" w cudzysłowie, bo to nie my UREALNIAMY Boga w tym świecie. On jest podstawą wszelkiego bytu, więc nie ma tu czego "urealniać". Paradoks polega jednak na tym, że człowiek ma (i to właśnie od samego Boga) straszliwą zdolność wykluczenia Jego Osoby ze swego doświadczenia, a ten dziwny podarek od Niego nazywa się: samostanowieniem i wolnością. Poprzez modlitwę mistyczną Jego Obecność staje się czymś ŻYWYM, REALNYM, NATURALNYM jak oddech. Tylko tak możemy od nowa przedefiniować rozumienie "rzeczywistego" w dzisiejszym świecie. Jest tyle skarbów duchowych, mistycznych w Kościele Katolickim. Wystarczy sięgnąć... św.Teresa z Avilla, św.Jan od Krzyża, św.Tersesa z Lisieux, św. Vianney... cały arsenał głębi i artylerii duchowej. Mało tego, śmiem nawet twierdzić, że Pan Bóg w tych czasach celowo prowadzi do "ośmieszenia" kościelnych zabobonów, będących wyrazem płytkiej wiary - to jest jak Jego koło ratunkowe, zdecydowane wezwanie do Głębi.
Modlitwa kontemplacyjna 1
Czasami chciałbym śnić jak normalny człowiek
Człowiek Harfa
Wszystkie zamieszczone powyżej teksty są autorstwa Marka Domagały - polecamy blog Marka:
http://alchemia-znikania.blogspot.com/ oraz http://haikuofplanet.blogspot.com/
2012-02-05 12:28