Fetiwal Hipisowski Tarnowskie Góry - Nie ma czasu na kłotnie
2012-02-10
DZIĘKI BEACIE, FLAGOWEMU, ORGANIZATOROM - stowarzyszenie XXI w. I NAM WSZYSTKIM, KTÓRZY BYLIŚMY -
na grubsze podsumowanie pewnie przyjdzie czas - a na razie zacytujemy Aldarona z niemania i Janis z nk:
Na zlot przyjechałem z pięknej, aczkolwiek wyczerpującej trasy. Impreza w Nowym Śląsku, klimatycznej knajpie w centrum miasta. Świetna atmosfera, ludzie z bajek tęczowych i okołokościelnych, czy też swoich tam jeszcze. Nie spodziewałem się aż tylu znajomych, naprawdę conajmniej ok 20 ludzi, za którymi bardzo tęskniłem plus nowe genialne znajomości. Pojawiają się ludzie, którzy kiedyś byli, którzy nigdy nie byli, energia naprawdę mocna. Grało mi się fantastycznie. Spotkanie ze Szpakiem. Teksty o wybaczeniu. Zbliżenie światów, naprawdę szkoda czasu na kłótnie (Polska to taki dziwny kraj, że nawet hipisi się żrą, chciałbym zabić w sobie zrzędliwość i inne takie)
Organizacja domykana dzielnie przez Stowarzyszenie XXI wieku, które zostało delikatnie mówiąc oszukane przez polityków i przyjęło na klate nieźle wszystko, co w związku z niespełnionymi obietnicami zaczęło się walić. Nawet nocleg załatwiany na ostatnią chwilę (był w Miasteczku Śląskim 7 km od TG) był pierwszorzędny - genialna, czujna na balans klimat/ogarnianie pani dyrektor. Niesamowicie nam się rozmawiało, podobne rozkminy w sumie o rodzinie, wartościach, domu, pasji itp. Autokar sacrosongowy pomieścił cały zlot, ale mi się trafił samochód, więc nie wiem jak podróż, ale na pewno było wesoło.
Najnowszy numer Łopotu (ostatni... Flagowy nie ma już z czego dokłądać do wydruku) imponuje ilością stron. 108. Twarda okładka, dużo artów z różnych dziedzin, fotek, nawet mój komiks z pielgrzymki się zmieścił, wydrukowany ponownie, tym razem w całości czytelnie. I w ogóle Flagowy, szacun za cierpliwość i ogarnianie ludzi na noclegu, choć raczej wszyscy padli dość wcześnie, ale ponoć w piątek byłą jakaś grubsza balanga.
Ludzie z Olsztynka, zlotów, pielgrzymki, rainbow w jednym miejscu. Zero wzajemnej inwigilacji. Szkoda, że nie zdążyłem na chór Szpaka, ale wylądowaliśmy w Kałamarzu (kawiarnia/jadłodajnia w dworku w którym pomieszkiwał sam pan Goethe) i chyba idę pogadać z ludźmi bo Słońce, a ja tu jak jakiś nolife zmulam przed netem.
Więc... fajnie wyszło, okazuje się kolejny raz, że pięknie się przyjemnie rozczarować.
Aha w Kałamarzu wystawa zdjęć, znajome twarze w świetnych ujęciach.
Hermes powiedział rano: "Dobrze jest, nie ma nowych złych wiadomości, w radio mówią znów o dawnej katastrofie w Japonii"
Moc ludzi i Moc w ludziach.
Jesteśmy.
źródło: Aldaron www.niemanie.pl
Natomiast, jeśli idzie o samą imprezę, to jest tak, jak powinno być: dużo ludzi, różnych opcji (że się tak wyrażę) i każdy miał swoje miejsce, dobra atmosfera, coś dla ducha (galerie, puby, wystawy, koncerty, kabaret) cały czas coś ciekawego się działo. Z kolei, co dla mnie najważniejsze, spotkałam tu ludzi, z którymi ostatnio widziałam się dobrze ponad 25 lat temu. Imprezę zorganizowało lokalne stowarzyszenie oraz kilka miejscowych osób.
Janis - źródło nk
2012-03-19 19:43