Jesteś tutaj: Strona główna / List do Andrzeja Szpaka (lata 80 - te)

List do Andrzeja Szpaka (lata 80 - te)

2018-04-08

 

 

zdj. Andrzej Kędzierski

Księże Andrzeju,
Kiedy ostatni raz rozmawiałam z Rafałem, powiedział: - Jak się spotkamy we wrześniu w domu, upieczesz placek i zaprosimy Szpaka na herbatę. Jemu jest chyba czasem smutno, bo myśli, że ludzie przychodzą do niego wysępić parę złotych, móc posiedzieć w cieple kawiarni, a nie o to naprawdę chodzi.
Ponieważ Rafała już nie ma, spróbuję Księdzu powiedzieć to, czego nie zdążył, jak nie zdążyło wielu przed nim i czego chyba nie potrafi powiedzieć wielu z tych, co zostali.
Narkomania jest ciężką chorobą duszy i ciała. Bierze się z braku wiary i nadziei. Przez dziesięć lat patrzyłam na cierpienie Rafała, szamoczącego się ze sobą, do końca bez zgody na to, czemu nie umiał się przeciwstawić. Wiedział, że wiara jest jedynym ratunkiem. Szukał pomocy. Dlatego jeździł do Częstochowy. Ktoś mu powiedział, że jeden z Ojców może zechcieć mu pomóc, porozmawiać o jego poszukiwaniach i wątpliwościach. Nie chciał. Tak jak nie chciano rozmawiać z nim w klasztorze w Białymstoku. Bo z ćpunami nikt nie chce rozmawiać. Śmierdzą. Są brudni, odrażający, za często bełkoczący bezładnie, ogłupiali, opętani. Ksiądz był trzecią próbą świadomego szukania ratunku. Ktoś powiedział: - na bajzlu jest ksiądz Szpak, więc tamtego dnia wyszedł na bajzel nie tylko po to, żeby kupić towar. I chociaż nie mam wątpliwości, że do Kościoła poszedł z Księdzem porządnie zaćpany, wiem, że był to dla niego wstrząs bardzo głęboki. Wtedy Jezus przyszedł do niego, do nich wszystkich, od których wszyscy się odwrócili. Przygarnął ich z całą nędzą, złem, grzechem, kradzieżami, kłamstwem, żebraniną, tabliczkami, którymi wyłudzają pieniądze nie na życie, a na nową porcję śmierci. Jeszcze raz Jezus przyszedł, żeby jeść z celnikami i jawnogrzesznicami, dotykać opętanych i łamać szabat. Jeszcze raz przypomniał, że narodził się, cierpiał, umarł i zmartwychwstał, aby zbawić. jeszcze raz powiedział utrudzonym, że jest ich jedyną nadzieją i ratunkiem. Potem dopiero była pierwsza spowiedź i pierwsza komunia Rafała, do której przygotowywał się walcząc o abstynencję, bo bardzo chciał być w tym momencie być przytomny i świadomy. I jak Ksiądz wie, znów różnie było. Ciąg, detoks, ośrodek, ciąg...Wiara i bluźnierstwa. Chrystus i Budda. ciągle był w drodze. Z poczuciem winy wobec księdza, bo nie stał się cud. Zresztą wtedy i ja myślałam ciągle jeszcze takimi ludzkimi kategoriami i spodziewałam się spektakularnego cudu. Potem, kiedy zaczęłam się modlić nie o życie i uzdrowienie, ale o ludzką godną śmierć dla Rafała, zrozumiałam, że Bóg od nas żąda bezwzględnej ufności, że Ten Który Wszystko Może sobie zostawia sposób objawiania łaski.
Podczas ostatniej rozmowy Rafał powiedział: - wiem, że mi zostało niewiele czasu. Chciałbym zdążyć zrobić coś dobrego. - wtedy nie brał. Pożegnaliśmy się. Ja jeszcze raz zawierzając Opatrzności. Kiedy przyjechałam Rafał już nie żył. Nie mogłam pogodzić się z tym, że wyjechałam. Agnieszka do dziś nie może zrozumieć, jak to mogło się stać, że dwoje dorosłych , trzeźwych ludzi, nie narkomanów, patrzyło, nie zdając sobie sprawy, że umiera. Potem pomyślałam, że Bóg odsunął się od nas wszystkich, żeby sobie zrobić miejsce, wyjść na przeciw, jak wtedy w kościele św. Benona. I że Bóg w dobroci swojej uczynił gest utwierdzający moją ufność, kiedy zamiast zwykłego w takich wypadkach stwierdzenia - przedawkowanie opiatów, odebrałam po sekcji orzeczenie: przyczyna śmierci nieustalona. Prawdopodobnie zatrucie nieznanymi lekami.
W ostatnim roku Rafał często prosił, żeby się za niego modlić. To były jego słowa: Tylko Bóg może mi pomóc.
Myślę, że to co ksiądz robi jest bardzo ważne, nawet jeśli brak na miarę naszej ułomności widomych efektów w rodzaju - uwierzył i przestał brać.
Mówię to w imieniu moim i Rafała, bo o Księdzu i jego działalności rozmawialiśmy niejednokrotnie. Ale najpierw opowiem Księdzu jedną historię.
Parę lat temu podczas mroźnej zimy zamieszkał we wsypie na śmieci bezdomny staruszek. Nosiliśmy stare koce, zupę, gorąca herbatę. Byliśmy dobrzy. Nikogo jednak nie było stać na czyn heroiczny - zabrać go do domu.
Wielokrotnie Rafał mówił o Księdzu: - jak on może wytrzymać z naszym plugastwem, wszami, parszywymi problemami. skąd miał siłę na babranie się w tym całym gównie.
Ksiądz zechciał być z nimi nie wtedy, kiedy są umyci w ośrodku, z którego się wyrzuca, jeśli na kimś zostało trochę brudu. Ksiądz "wziął staruszka do domu", a co to znaczy, nie zrozumie do końca nikt poza nimi samymi, ich matkami, ojcami, rodzinami.
Prowadził ich Ksiądz nie czekając, takich jakimi byli, do Boga. Dawał im ksiądz wiarę, że Jezus nie odtrąci nikogo, że Kościół Boży obejmuje wszystkich ze wszystkim, że działanie łaski odbywa się poza naszymi sądami i wyobrażeniami.
Od nich wiem, czym był dla nich ich kościół, ich msze, kiedy wyrzucano ich ze wszystkich kościołów, strasznie się bojąc o bezpieczeństwo skarbonek i puszek.
I wierzę, bo wie o tym tylko Bóg, że to co Ksiądz robił, owocowało ukrytymi cudami. Że ktoś umierając w klozecie, opuszczony i poniżony, nie do końca świadomy zdążył wybełkotać: Jezus, a Jezus odpowiedział: "Zaprawdę powiadam tobie, dziś ze mną będziesz w raju.
Dziękuję Księdzu za to, że był matką, ojcem i bratem tych, których matki, ojcowie, bracia nie mieli już na to siły.
matka Rafała

 

scandoc0001-1.jpg (328 x 450) scandoc0002-1.jpg (331 x 450)list-3.jpg (328 x 450)



1 komentarz

....
2018-04-09 09:41
.. .ciche cuda....

Dodaj komentarz

do góry tworzenie stron internetowych